Kiedy człowiek planuje urlop, zwykle przegląda foldery i zdjęcia okolic, do których się wybiera. Każdy chce wiedzieć, co go czeka, szczególnie jeśli jest to wyprawa w miejsca odległe, nieznane, egzotyczne. Zatem zanim wszyscy masowo polecimy na wycieczkę w kosmos, warto zobaczyć, jak wygląda Ziemia stamtąd. Polecam interesujący serwis ze zdjęciami z satelity GeoEye-1. Satelitę (pierwszego z kilkudziesięciu planowanych) wysłała w kosmos firma Google na początu września. GeoEye-1 z logiem Google krąży nad naszymi głowami na wysokości 680 kilometrów i robi zdjęcia z dokładnością nawet do pół metra. Szczególnie spodobały mi się wulkany.
Są ludzie, których dopiero historia oceni. Budzą takie kontrowersje, tak sprzeczne opinie wśród współczesnych - od podziwu i szacunku aż do skrajnej nienawiści, i tak wiele wciąż wokół nich emocji. To ludzie wielcy, wybitni, nietuzinkowi. Do takich ludzi zaliczam Lecha Wałęsę i Andrzeja Wajdę.
Dziennik.pl donosi, że Andrzej Wajda zamierza nakręcić film Człowiek nadziei, jako zwieńczenie dwóch poprzednich: Człowiek z żelaza i Człowiek z marmuru. Podoba mi się ten pomysł. To mogłoby być ciekawe zakończenie tej historii. Jeśli tylko Andrzej Wajda nie da się porwać pokusie przedstawienia Wałęsy jako świętego męczennika wielkiej sprawy. Jeśli pokaże go jako człowieka z krwi i kości, ze wszystkimi jego wadami i zaletami. Wielkiego, ale jednak człowieka. Jeśli to nie będzie panegiryk, malowana cukierkowa laurka. Jeśli uda mu się uchwycić w tym filmie obiektywne sedno tamtych czasów i wydarzeń. Tak, to mógłby być film naprawdę interesujący i ważny. Ale zobaczymy, czy Wajdę stać jeszcze na wielkość, czy już tylko na obronę świętości, których jego zdaniem szargać się nie godzi. Czy to będzie prawdziwy film o Wałęsie, czy też tylko obrona Wałęsy.
Osobiście wątpię, by Wajda mógł i chciał być beznamiętnym kronikarzem. Zaangażowanie emocjonalne obiektywizmowi i dystansowi nie sprzyja. Ale też dystans i chłodny osąd nie muszą być gwarancją sukcesu. Często właśnie osobiste zangażowanie twórcy sprawia, że powstają dzieła wybitne. Ale czas pokaże. Nie przesądzałbym niczego, dopóki filmu nie ma. Wielcy ludzie mają to do siebie, że rzadko są przewidywalni. I Wajda także może nas jeszcze zaskoczyć.
Nie rozumiem ludzi, którzy już teraz wiedzą lepiej, że Wajda stworzy kolejnego po Katyniu gniota. Ale okazuje się, że są w naszym kraju prorocy i całkiem sporo ich wokół nas. Nie trzeba nawet specjalnie szukać. Wystarczy choćby poczytać komentarze pod tą informacją. Ileż tam jadu, złości, zawiści i zwyczajnej głupoty. Taki krótki przegląd wszystkich naszych narodowych przywar. To przerażające, jak łatwo niektórym przychodzi ferować wyroki. I to nie tylko jeśli chodzi o ten zapowiadany film.
20 września 1519 Ferdynand Magellan wypłynął z portu Sanlúcar de Barrameda wraz z 270-osobową załogą, rozpoczynając pierwszą w historii wyprawę dookoła świata. W wyprawie wzięło udział pięć żaglowców: Trinidad, San Antonio, Concepcion, Victoria i Santiago. Powrócił tylko jeden, Victoria z 18-osobową załogą. Wyprawa trwała prawie 3 lata. Magellan wraz z częścią załogi statku Trinidad, którym dowodził, zginął na wyspie Cebú podczas starcia z tubylcami. Temu portugalskiemu podróżnikowi zawdzięczamy między innymi nazwę Ziemi Ognistej i Oceanu Spokojnego. Kiedy 28 listopada 1520 wpłynął na bardzo spokojne nieznane wody, nazwał je El Mar Pacifico (Morze Spokojne). Przede wszystkim wyprawa Magellana potwierdziła kulistość Ziemi. Ziemia okazała się większa niż do tej pory sądzono, wyprawa przepłynęła 69 tysięcy kilometrów. Poznano nowe gatunki zwierząt, na przykład wielbłądy bez garbu (prawdopodobnie chodziło o lamy) i czarne gęsi (pingwiny). Dzięki Magellanowi Europa dowiedziała się o Obłokach Magellana, których nie widać z półkuli północnej.
Wyprawę opisał malowniczo i z kronikarskim zacięciem włoski bogacz, żądny przygód obieżyświat Antonio Pigafetta, który zapłacił za to, by popłynąć z wyprawą. Powrócił wraz z kilkunastoma innymi na pokładzie Victorii. Jego dziennik podróży stał się cennym źródłem wiedzy o wyprawie Magellana, a także o współczesnych mu ludziach i ich obyczajach.
Zaczynam opisywać początek mojej podróży. W mieście Sewilli była mała flota licząca pięć okrętów, gotowa do odbycia długiej podróży. Miała ona odnaleźć Wyspy Moluckie, gdzie znajdują się korzenie. Głównym kapitanem tej floty był Fernando de Magellanes, szlachcic portugalski [...], który odbył wiele podróży po oceanie [...]. W środę 28 listopada 1520 r. przepłynęliśmy tę cieśninę i wypłynęliśmy na spokojne morze, po którym żeglowaliśmy trzy miesiące i 20 dni nie odnawiając zapasów ani zaopatrzenia: jedliśmy tylko stare suchary, starte na proszek, pełne robactwa i cuchnące [...], piliśmy wodę gnijącą i cuchnącą. Jedliśmy także kawałki skóry wołowej, jakie znajdowały się pod wielką reją [...]; były one bardzo twarde z powodu słońca, deszczu i wiatru; wrzucaliśmy je na cztery czy pięć dni w morze, aby je trochę zmiękczyć, a wtedy wkładaliśmy po trochu na żarzące się węgle i tak zjadaliśmy je; jedliśmy także wióry drzewne tak wstrętne dla człowieka, a nawet szczury, które kosztowały po pół korony każdy, a mimo to nie można było dostać ich dostatecznie dużo. To jeszcze nie wszystko, nasze największe nieszczęście, o którym powiem, było najgorsze: dolne i górne dziąsła naszych ludzi popuchły tak bardzo, że nie mogli oni jeść i wśród cierpień 19 zmarło [...]. Poza tymi, którzy zmarli, 25 lub 30 marynarzy chorowało na różne inne choroby [...], ale ci wyzdrowieli.
Słusznie nazwano morze to spokojnym, gdyż przez ten czas nie spotkała nas żadna burza i nie widzieliśmy lądu z wyjątkiem dwu małych, nie zamieszkanych wysp Znaleźliśmy tam tylko ptaki i drzewa. Nazwaliśmy je Wyspami Nieszczęścia [...].
Żeglarz, któregośmy ujęli, powiedział, że te cztery wyspy to są Moluki. Złożyliśmy za to Bogu dzięki i dla własnego zadowolenia oddaliśmy salwę z wszystkich dział. Nie powinno wzbudzać zdziwienia to, że byliśmy tak bardzo radzi, skoro zużyliśmy 27 miesięcy bez dwu dni na poszukiwanie Moluk, wędrując w tym celu po morzach, zwiedzając niezliczone wyspy.
Muszę jednak powiedzieć, że w pobliżu tych wysp głębokość morza wynosiła 100 sążni; dlatego nie należy zważać na to wszystko, co rozgłaszają Portugalczycy, według których Wyspy Moluckie położone są na morzach niezdatnych do żeglugi z powodu mielizn oraz ponurej i mglistej atmosfery [...].
Wszystkie Wyspy Moluckie rodzą goździki, imbir, sago [...], ryż, orzechy kokosowe, figi, migdały większe niż nasze, słodkie i kwaśne granaty, trzcinę cukrową, melony, ogórki, tykwy, cukier, jakiś owoc orzeźwiający, wielki jak arbuz, zwany comulicar i jakiś inny owoc jak brzoskwinia, zwany guave, i inne jadalne. Jest tam też olej kokosowy i sezamowy. Ze zwierząt pożytecznych są kozy, kury, rodzaj pszczół nie większych niż mrówki, które składają miód w pniach drzewnych. Znajduje się tam także wiele różnych gatunków papug, a między innymi są tam białe zwane catara i całe czerwone zwane nori.
Antonio Pigafetta, Relacja o podróży Magellana dookoła świata
w: Historia powszechna XIV-XVI w.
źródła:
Wikipedia - Ferdynand Magellan
Portugalia Online - Wielkie Odkrycia Geoograficzne
Kalendarz historyczny
Szeroki jest człowiek, zbyt szeroki. Ja bym zwęził.
Fiodor Dostojewski
Nazywa się to skromnie: projekt Za jeden uśmiech. Już blisko 800 osób z całej Polski uczestniczy w tym szlachetnym zajęciu. Szyją patchworkowe kołderki dla chorych dzieci. Każda kołderka ma charakter osobisty, powstaje z myślą o konkretnym dziecku, bierze się pod uwagę jego upodobania, na kołderce jest wyszyte imię dziecka.
Mogę się domyślać, że to dość żmudne zajęcie i czasochłonne. Wyszywanie kolorowych kwadratów i potem zszywanie ich razem, tak by stworzyły piękną, przytulną kołderkę. Szczególnie w dzisiejszych, pełnych pośpiechu czasach, godni podziwu są ludzie, którzy serca mają tak wielkie, że poświęcają swój czas, by robić coś dla innych.
Patchwork narodził się dawno temu w Anglii, skrzętne gospodynie wykorzystywały każdy skrawek materiału, by dosłownie z resztek stworzyć tanim kosztem kołdrę czy narzutę. Z czasem rozpowszechnił się niemal po całym świecie, by stać się cenionym rzemiosłem czy wręcz dziedziną sztuki. Wymaga niezwykłej zręczności palców i zmysłu plastycznego.
Idea szycia patchworkowych kołderek dla chorych dzieci przybyła z Ameryki. Do Polski sprowadziła ten pomysł Gosia wiosną 2004.
–
dowiedz się więcej:
kołderki.org
Love Quilts
Kinderlächeln
Czytając tę książkę, buntowałem się wewnętrznie, co i raz to miałem ochotę polemizować z jej autorem. Jakże żałowałem, że to nie blog, który można skomentować na żywo. Żadna inna lektura nie wprowadziła mnie w taki stan niepokoju, rozdarcia, skłócenia. Każda kartka dosłownie szarpała mi wnętrzności. A jednak nie umiałem, nie chciałem się od niej oderwać. Dopiero w miarę czytania zaczynałem rozumieć, że to autor się tak miota, a ja jestem tylko odbiornikiem. I on też nie umiał się oderwać od okrutnej rzeczywistości wojennej, którą widział na co dzień.
Tak tedy w czasach bajecznych, po powodziach i potopach
wyłonili się z ziemi zbrojni ludzie i wytępili się wzajem.
Montesquieu, Duch Praw, księga XXIII, rozdział XXIII
Curzio Malaparte patrzył i opisywał wszystko, co dane mu było zobaczyć, a widział wiele. W mundurze włoskiej armii, jako korespondent wojenny w roku 1941 trafił na front w Finlandii i na Ukrainie, później był także w Polsce, gdzie między innymi zwiedzał żydowskie getta. Z realistycznym okrucieństwem malował sceny z wojennego świata, sceny budzące grozę i odrazę, jakby chciał nam powiedzieć: widzicie, a ja musiałem tam być i milczeć.
Czy rzeczywiście musiał? Czy chciał? Nie mnie ferować wyroki. Jedno jest pewne, nie milczał, choć spisywał swoje wspomnienia potajemnie i potem podzielone na trzy części kanałami dyplomatycznymi przemycał do Włoch. Dla mnie Malaparte jest świadkiem oskarżenia, świadkiem nietypowym, bo z tamtej strony frontu.
Kaputt jest książką okrutną. Jej okrucieństwo to najdziwniejsze ze wszystkich doświadczeń, jakie przyniósł mi widok Europy w latach wojny. A jednak wśród bohaterów tej książki wojna jest postacią zaledwie drugorzędną. (…) Wojna jest obiektywnym pejzażem tej książki. Głównym bohaterem jest Kaputt, potwór radosny i okrutny. Żaden inny wyraz nie zdołałby lepiej niż to twarde i tajemnicze niemieckie słowo Kaputt, znaczące złamany, skończony, zdruzgotany, przepadły, wyrazić tego czym jesteśmy, czym jest w tej chwili cała Europa: stosem gruzu i odpadków. (…) Wolę świat, w którym wszystko trzeba budować od nowa, niż taki, w którym trzeba przyjąć wszystko jako nieodwracalne dziedzictwo.
Curzio Malaparte, Dzieje pewnego rękopisu
—
Curzio Malaparte, Kaputt, wydawnictwo Czytelnik, Warszawa 1962, wydanie pierwsze.
–
dowiedz się więcej:
Wikipedia - Curzio Malaparte
Oko za oko uczyni tylko cały świat ślepym.
Mahatma Gandhi
Na naszych oczach umiera najmłodsze morze naszej planety. Nasze morze. W ciągu ostatnich dwustu lat Bałtyk stał się najbardziej zanieczyszczonym morzem na Ziemi. Już teraz 10% bałtyckich wód, to wodne pustynie, gdzie wszelkie życie zanikło.
Sytuacja gwałtownie się pogarsza od kilkudziesięciu z górą lat. I wciąż tak niewiele się robi, by to zmienić. Mimo przyjęcia w zeszłym roku Bałtyckiego Planu Działania, rządy krajów nadbałtyckich nie zajęły się na poważnie jego realizacją. Co najwyżej niektóre podejmują jakieś nieskoordynowane działania.
|
Sporadyczne działania niektórych z nich nic nie pomogą, jeśli nie będzie między nimi współpracy.
Szwecja w marcu wprowadziła całkowity zakaz stosowania fosforanów w środkach piorących. Gdyby pozostałe kraje poszły jej śladem, można by znacząco zmniejszyć liczbę tych szkodliwych związków trafiających do morza.
Według ostatniego raportu międzynarodowej organizacji ekologicznej WWF (World Wildlife Fund), najgorzej pod względem ochrony Bałtyku wygląda Polska. Nasz kraj nie robi po prostu nic. Bezczynnie przyglądamy się agonii naszego morza.
Razem z morzem umiera fauna i flora. Jeszcze do niedawna w Bałtyku żyły foki (szare i obrączkowane), dziś spotkać je tu można niezwykle rzadko. Morszczyn zniknął przeszło 20 lat temu, kiedyś powszechnie znajdowano go na plaży, dziś ani śladu. Ekolodzy alarmują, a ludzie wciąż powodują zanieczyszczanie bałtyckich wód. Jak długo jeszcze Bałtyk to wytrzyma?
–
dowiedz się więcej:
WWF Polska
Wikipedia - Morze Bałtyckie
Nasz Bałtyk - strona edukacyjna Morskiego Instytutu Rybackiego

